Świadectwa przeżycia Seminarium Odnowy Wiary

Zapraszamy do lektury świadectw, które złożyli uczestnicy Seminarium Odnowy Wiary w naszej parafii. Niech Bóg odbierze sobie należną chwałę, a nasza wiara niech się wzmacnia.

"Kilka lat temu przeżyłam ogromną stratę. To trudne doświadczenie spowodowało, że zobaczyłam siebie, całą swoją nędzę, serce z kamienia i brak miłości we mnie. Chciałam być kochana, ale sama nie dawałam miłości innym. Zaczęłam prosić Boga aby przemienił moje serce, przebaczył mi moje grzechy i pozwolił mi wrócić do Niego. Czułam się jak syn marnotrawny. To pragnienie było bardzo silne, dużo się modliłam koronką do Miłosierdzia Bożego, odmawiałam różaniec, czytałam książki, które przybliżały mnie do Boga. Czułam, że Bóg działa w moim sercu i ma do mnie wielką cierpliwość. Pragnęła dołączyć do wspólnoty, poznać ludzi, którzy czują i pragną Boga. Szukałam ale niczego nie mogłam znaleźć.
Pewnego dnia dowiedziałam się o Kursie Nowe Życie i wzięłam w nim udział. Tam zrozumiałam, że żyję naprawdę i jestem prawdziwa tylko gdy moje serce jest blisko Boga. Wszystko co do tej pory uważałam za ważne zeszło na drugi plan. Poczułam, że wraca do mnie życie, poczułam spokój i przyjęłam Jezusa jako Pana mojego życia. Seminarium Odnowy Wiary było dla mnie kontynuacją Kursu. Byłam bardzo szczęśliwa, że biorę w nim udział, że wszystko ułożyło się tak, iż bez przeszkód mogłam w nim uczestniczyć. Czekałam na każde spotkanie w grupach dzielenia, konferencje, modlitwy i świadectwa.
Po modlitwie o Ducha Świętego przez cały tydzień śpiewałam w duchu różne pieśni chwaląc Boga, one same przychodziły do mnie. Budziłam się w nocy i modliłam się z radością. Czułam radość, pokój i miłość. Gdy przypomniałam sobie całe moje życie to zobaczyłam że naprawdę szczęśliwa byłam tylko wtedy gdy byłam blisko Boga.
Pod koniec Seminarium zaczęłam doświadczać walki duchowej, pojawiały się głosy: "po co tam idziesz? Co ty wymyślasz? Jaka wspólnota, jaka ewangelizacja? Kogo ty chcesz ewangelizować, przecież nie masz do tego żadnych talentów?" Wtedy w moim sercu pojawił się też smutek i zniechęcenie. Jednak po konferencji o walce duchowej wiedziałam już skąd pochodzi całe to zwątpienie. Dlatego w tym stanie jeszcze usilniej się modliłam i zawierzyłam Jezusowi moją decyzję o dołączeniu do Wspólnoty. Wierzę, że jest to dla mnie miejsce i cieszę się z tylu ludzi, którzy pragną tego samego. Chwała Panu!"

Anna, 48 lat

 

"Zanim pojawiłam się na Seminarium Odnowy Wiary żyłam w ogromnym lęku – lęku przed Bogiem. Bałam się go. Miałam obraz Boga, który będzie mnie karał za grzechy, zostało mi wpojone, że Bóg każe surowo i jeszcze się o tym przekonam. Mimo to w tym czasie Pan okazywał mi swoją miłość poprzez różne znaki np. spoczynek w Duchu Świętym. Czułam potrzebę bliskości z Bogiem ale przegrywałam walki duchowe pogrążając się w jeszcze gorsze grzechy. Zły był okrutny przychodził w każdym momencie kiedy otwierałam się na Boga, przechodziłam katusze, nie mogłam się modlić. Byłam z tym sama, aż w końcu nie miałam siły, nic nie rozumiałam odważyłam się i poszłam do kościoła. Siedziałam na posadzce płakałam i modliłam się szczerze.
W tym samym tygodniu odważyłam się na spotkanie z księdzem co oczywiście nie było tylko moją zasługą. Spotkanie było otwarciem wrót, pierwszy raz powiedziałam wyraźnie „TAK” Bogu i nikt mnie nie osądzał... Poszłam na msze o uzdrowienie, wejście do samego kościoła przynosiło mi ulgę. Na Mszy gdzieś w głębi serca wolałam o pomoc i Pan mnie wysłuchał – tak dobrze wiedział o co mi chodzi. Wyszłam inna – odeszło ode mnie zło, odszedł lęk. Ale Pan nie zostawił mnie samą, wciąż mnie prowadził doskonale wiedział że nie mogę zostać sama i zostałam zaproszona na SOW. Tu otrzymałam prawdziwy obraz Boga, Boga miłosiernego. Sam ukazał mi swoją miłość do mnie gdy otrzymywaliśmy Ducha Świętego – to było cudowne… Pokazał mi że mnie kocha mocno, właśnie mnie, taką jaką jestem, ale też uświadomił że jestem niedowiarkiem. Płakałam i śmiałam się na przemian. Każdego kolejnego dnia widziałam, rzeczy których wcześniej nie zauważałam. Nauczyłam się przebaczać – jakie to jest uwalniające, kochać osobę która wyrządziła tak wiele krzywd i błogosławić jej. Poznałam ludzi którzy tak jak ja szukają Ojca, przestałam być sama.
Seminarium to niesamowite przeżycie, bo otworzyło moje serce które teraz pokłada ufność w Bogu, które zawierza mu się. On nas prowadzi. Teraz znam swoją wartość mam wiele miłości w sobie dla ludzi, większą odwagę, nauczyłam się walczyć. Otrzymałam Tatusia którego nigdy nie miałam. I choć nie jestem idealna, a przede mną jeszcze długa droga i dużo nauki, to z Tatusiem wiem że będę przez życie szła szczęśliwa czego Tobie z całego serca życzę."

Gosia, 23 lata

 

"Prawdziwe i mocne nawrócenie zaczęło się ponad rok temu kiedy akurat w Kościele przeżywaliśmy Rok Miłosierdzia Bożego. Bóg od kilku lat dawał mi o sobie znać w różnych sytuacjach, najczęściej kiedy już po ludzku nie było wyjścia On pomagał, ale nigdy nie postanowiłem zaprosić GO na dłużej do mojego życia, bo byłby niewygodnym Gościem ze względu na mój styl życia, złe nawyki, ziemskie rozrywki... Mimo, że nie było źle i nawet myślałem, że jestem w miarę szczęśliwy to brakowało mi czegoś, brakowało pokoju, przytłoczony przez moje ludzkie patrzenie na życie, na moją przeszłość i przyszłość. Wtedy wkroczyła w moje życie Sekretarka Bożego Miłosierdzia św. Faustyna Kowalska. Pewnego majowego dnia z nudów postanowiłem przeczytać jej biografię, którą sam kupiłem mamie. W połowie lektury kiedy zdałem sobie sprawę, że Jezus był w Krakowie i wielu innych miejscach gdzie się objawiał siostrze pomyślałem, że trzeba tam pojechać skoro sam Bóg się tam pojawiał. Tydzień później pojechałem do Łagiewnik z myślą o Sakramencie Pojednania…zanim stanąłem w kolejce do konfesjonału milion razy w myślach rezygnowałem, ale pomyślałem, że jak nie teraz to kiedy. Po spowiedzi ksiądz zadał mi dwutygodniową pokutę. I tak się zaczęło. Zacząłem codziennie czytać Dzienniczek św. Faustyny Kowalskiej. Niesamowite przeżycie. Później pojawiło się Pismo Święte, którego nigdy nie czytałem, chociaż uważałem się za wierzącego, nie znałem Słowa Bożego.
Regularna spowiedź, Pan Bóg przypominał mi grzechy z całego życia a sumienie nie dawało spokoju, dlatego, musiałem to wszystko oddać Jezusowi podczas spowiedzi, grzechy którymi byłem zniewolony od długiego czasu odeszły jakby ich nigdy nie było, z innych Pan Bóg oczyszczał mnie dosyć powoli, pozwalał na różne ciężkie doświadczenia, aby mnie totalnie oczyścić, wypalić dosłownie. Prawie przez pół roku trwało aż poczułem, że wyspowiadałem się z całego życia.
Zaprzyjaźniłem się z księdzem z mojej parafii, którego też wysłał Bóg do mnie, a którego odrzucałem przez prawie pół roku bo wtedy jeszcze nie wyobrażałem sobie, abym mógł przyjaźnić się z księdzem. Dzięki niemu mogłem uczestniczyć w życiu parafii, wielu rekolekcjach, być na pielgrzymkach. Wiara wzrastała. Potem zostałem zaproszony na SOW. Przyszedłem tam niezbyt chętnie tylko dlatego, że za bardzo nie wiedziałem co tam się będzie działo, ale w pełnej ufności w Boży plan zaczęło się. Mimo, że wielu rzeczy doświadczyłem już wcześniej, to na SOW zrozumiałem co to znaczy naprawdę uwierzyć w Jezusa. Namacalnie się o tym przekonałem gdy podczas jednego z rozważań przeczytałem tekst z Dziejów Apostolskich, w którym św. Paweł został uwolniony z więzienia przez Boga a strażnik spytał co ma zrobić aby się zbawić, on mu odpowiedział: "UWIERZ W PANA JEZUSA". Wtedy zwątpiłem, zacząłem się śmiać w myślach z tego zdania. Wydało mi się to totalnie komiczne co powiedział św. Paweł. To jedno zdanie podważyło całą moją wiarę i dotychczasowe doświadczenia. Wszystko szło tak pięknie, rekolekcje, modlitwa itd. a tutaj Pan Bóg daje mi do zrozumienia, że tak naprawdę nie wierzę do końca. Bolesna prawda.
Byłem w kropce, ale postanowiłem tej prawdy nie odrzucać i cieszę się, że tak się stało, bo pewnie dzisiaj nadal mogłoby mi się wydawać, że wierzę w Pana Jezusa. Pan zaprasza do życia w prawdzie o sobie nawet jeżeli miałaby być najgorsza na świecie, ale to działa oczyszczająco, uwalnia. Przez całe te 13 tygodni tak się działo, że Bóg prowadził mnie do prawdy o mnie samym i czuję, że to jeszcze nie koniec. Cały czas pojawiają się sytuacje, w których mogę zweryfikować swoją wiarę i dziękuję Bogu, że daje mi zauważać jak jeszcze marny jestem i słaby, szczególnie jak liczę na własne siły, jak ciężko jest żyć Ewangelią i przykazaniami, jak ciężko jest okazać miłosierdzie drugiemu człowiekowi.
Na SOW ogromną radością napawał mnie widok Was wszystkich, którzy przyszliście aby oddać życie Jezusowi a szczególnie gdy spotkałem wszystkie młode osoby, których tak bardzo brakuje w Kościele przynajmniej w mojej parafii . Mam nadzieję, że to dopiero początek naszej wspólnej przygody z Bogiem, który zaskoczy nas za każdym razem kiedy tylko pomyślimy, że już wszystko o Nim wiemy."

Bartłomiej, 28 lat

 

"Przyszłam na Seminarium Odnowy Wiary z pewnym żalem w sercu do Pana Boga o to, że skończył coś w moim życiu, co wydawało mi się być słuszną drogą i wielką nadzieją na szczęśliwą przyszłość. Towarzyszyło temu wielkie niezrozumienie i masa pytań bez odpowiedzi, dlaczego skoro On w tym wszystkim był, bo Go zapraszałam i wielokrotnie Go pytałam o zdanie, dopuścił do tego, że tak się rozczarowałam. Z tym wszystkim wiązało się jeszcze brak przebaczenia do pewnej osoby, która wyrządziła mi wiele przykrości łagodnie mówiąc…
Już w trzecim tygodniu rozważań o grzechu, Pan Bóg przyszedł do mnie z łaską przebaczenia – stało się to poprzez obejrzenie filmu pt. „Chata”, który bardzo mnie poruszył. Zalana łzami wracając do domu po raz pierwszy mogłam powiedzieć na głos: „ Przebaczam Tobie….” I co się stało wtedy? Poczułam się niesamowicie wolna i lekka, dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo ciążyło na mnie to, że nie potrafiłam przebaczyć. Gdy emocje opadły poczułam radość, taką prawdziwą, której już dawno nie czułam…
W między czasie, Bóg zajął się również moim żalem. Dzień po zadaniu Mu pytania : „Boże co dalej z moim życiem?” dostałam odpowiedź w słowach piosenki… Jadąc autem, jak nigdy zdarzyło mi się słuchać radia zamiast płyty. Przerzucając od stacji do stacji, szukając jakiejś fajnej melodii, nagle usłyszałam słowa piosenki Kasi Kowalskiej: „Zobaczysz przyjdzie dzień, zniknie też żal w Twoim sercu…” Otworzyłam usta ze zdziwienia, że te słowa są do mnie – tak to wtedy poczułam - bo od razu przypomniało mi się, pytanie z dnia poprzedniego. .. Potwierdzeniem tego później, było stwierdzenie: „ucisza żal”, które wyjątkowo rzuciło mi się w oczy w tekście w tygodniu rozważań „Zbawieni w Jezusie Chrystusie”. Potem te same słowa padły podczas jednej z konferencji ks. Krzysztofa, za każdym razem, tak bardzo do mnie trafiając!
Przez następne tygodnie wydawało mi się, że nic się nie zmienia. Ale to był czas, kiedy Pan Bóg przygotowywał mnie na prawdę, którą miałam usłyszeć i która miała mnie wyzwolić…. W dzień, kiedy wyznałam podczas rozważań, że Jezus jest moim Panem, Pan postawił na mojej drodze osobę, która sama nie wiedzieć czemu (myślę, że to było działanie Ducha Św.) postanowiła otworzyć mi oczy na osobę, do której miałam żal i nieprzebaczenie. To była bolesna prawda, ale o dziwo zamiast po ludzku myśląc mieć jeszcze większy żal do tej osoby, ja poczułam niesamowitą radość i dziękczynienie, za to, że Pan Bóg wiedział co robi, wyciągając mnie z relacji z człowiekiem, z którym teraz już wiem, nie byłoby nic dobrego… W tamtym momencie pozbyłam się żalu w 100% do Pana Boga, bo poczułam i fakty o tym też mówiły, że On wiedział i wie co jest dla mnie dobre… Dziękuję mu za to, bo dzięki temu bardziej potrafię Mu ufać i oddawać swoje życie w Jego władanie i jestem spokojna, że co by się nie działo w moim życiu, to wszystko jest po coś, po coś znacznie lepszego, niż ja sama jestem w stanie sobie wymyśleć.
Myślę, że nieprzebaczenie i żal to są częste uczucia jakie człowiek nosi w sobie, bo przecież tak często inni nas zawodzą, krzywdzą…, i które ciążą na nas i nie pozwalają nam być szczęśliwymi i wolnymi i pełnymi pokoju w sercu. Jeśli zaufamy Panu i pozwolimy mu się prowadzić, możemy doświadczyć przemiany na lepsze, a wszystko co nam ciąży na sercu Pan Bóg uleczy i przemieni na coś dobrego.
Życzę, każdemu takiej przemiany serca. Chwała Panu!"

Monika, 34 lata

 

"Na Seminarium Odnowy Wiary zaprosiła mnie jedna z Animatorek. Na pierwszym spotkaniu organizacyjnym nie spodziewałam się tak wielu osób tego, że rozpoczęliśmy modlitwą, konferencji oraz świadectwa. Myślałam, że będzie to spotkanie typowo organizacyjne gdzie dowiemy się tylko więcej szczegółów na temat tego czym jest Seminarium. Podczas konferencji ksiądz wypowiedział takie słowa „ To nie przypadek, że tutaj jesteś, Pan wzywa Cię dziś po imieniu”. To zdanie spowodowało, że powróciły wspomnienia sprzed roku, kiedy to wypowiadałam podobne słowa modlitwy „ Panie potrzebuję usłyszeć Twoje słowo, któremu nie można się oprzeć. Wezwij mnie Panie po imieniu, abym mogła odejść od swojej łodzi i ryb.” Dokładnie rok wcześniej w Niedzielę Miłosierdzia Pan Bóg poruszył moje serce właśnie tą modlitwą i nawróciłam się. Te słowa wypowiedziane przez księdza Krzysztofa uzmysłowiły mi, że to rzeczywiście nie jest przypadek, że tutaj przyszłam i że Pan Bóg upomina się o mnie. Muszę tutaj dodać, że od czasu nawrócenia nie wstąpiłam do żadnej wspólnoty. Modliłam się o nią i oto po roku Pan Bóg wysłuchał mojej modlitwy.
Zachęcona tym co wydarzyło się na pierwszym spotkaniu zaczęłam uczęszczać na Seminarium. Pierwsze trzy spotkania wydawały się trochę bez większego „łał”, ponieważ to o czym była mowa, Pan Bóg odkrył przede mną rok wcześniej. Tak przynajmniej mi się wtedy wydawało. Czułam się jak umiłowane dziecko Pana Boga wiedziałam, że nie muszę zasługiwać na Jego miłość i że jestem grzesznikiem. Dopiero na spotkaniu w którym mówiliśmy o Jezusie naszym Zbawicielu wydarzyło się coś co zmieniło moje serce. Przed Seminarium miałam spotkanie z innym księdzem, który powiedział mi, że moje serce nie jest w pełni wypełnione Bożą miłością, że noszę w nim wiele urazów z przeszłości i że jest wypełnione murami które blokują Panu Bogu dostęp do niego. Dodał, że może mój rozum przyjął miłość Pana Boga ale nie moje serce i że ciągle nie czuję się godna być dzieckiem Bożym. Przyznam się, że byłam zaszokowana i nie do końca przyjęłam to co powiedział. Podczas Seminarium, gdy mieliśmy podejść do Krzyża i uznać Jezusa swoim osobistym Zbawicielem nogi mi wrosły w podłogę. Czułam, że nie mogę się ruszyć. Wyszłam z ławki na środek tylko żeby przepuścić inne dziewczyny. Wtedy w myślach zaczęłam rozmawiać z Jezusem „ Wiesz, boję się tam podejść bo jak zabierzesz mi te wszystkie mury które mam w sercu to ono pęknie”. Gdy tylko w myślach skończyłam rozmawiać z Jezusem usłyszałam z głośnika w Kościele słowa księdza „ Jest jedna osoba która się boi, Jezus mówi do niej nie bój się, Ja nie jestem złodziejem i niczego Ci nie zabiorę, przynoszę miłość i pokój”. Po tych słowach poczułam wielką radość i ulgę na sercu. Podeszłam do krzyża i płakałam rozmawiając z Jezusem. Moje serce zaczęło się przemieniać od tego momentu.
Każde kolejne spotkanie przynosiło więcej owoców. Przed wylaniem Ducha Świętego, Pan Bóg przemówił do mnie przez fragment Pisma Świętego mówiąc, abym po raz pierwszy poprosiła o błogosławieństwo i zgodę mojego męża na moje uczestnictwo w Seminarium. Tutaj muszę dodać, że bardzo namawiałam mojego męża, żeby zapisał się razem ze mną na Seminarium. Nie zgodził się, a ja przez dłuższy czas nie umiałam się z tym pogodzić i zaufać Panu Bogu, że On mojego męża nawróci i przyprowadzi do Siebie. Próbowałam ciągle po swojemu czyli na siłę i kazaniami. Teraz Bóg otworzył moje oczy i pozwolił zrozumieć, że nie do końca Mu ufam, że trzymam ciągle stery mojej łodzi w swoich rękach, zamiast oddać je Jemu i dać siebie i swoją rodzinę prowadzić.
Po wylaniu Ducha Świętego zaczęłam dostrzegać więcej małych cudów które czyni Pan Bóg w moim życiu każdego dnia. Przypomina mi się modlitwa o deszcz, kiedy od wielu dni nie padało a rośliny w ogródku usychały. Na następny dzień po modlitwie zaczęło kropić. Pamiętam jak w myślach powiedziałam Bogu, „stać Cię na więcej, tych kilka kropel nic tutaj nie pomoże”. Nie mogłam się nadziwić jak potem przez następnych kilka dni padało porządnie i bez ustanku. Poza tym mogłam i nadal mogę rozmawiać o Jezusie wszędzie i z każdym. Któregoś dnia po odebraniu maila w pracy w języku portugalskim ( dodam, że nie znam tego języka ) rzuciło mi się w oczy słowo Jesus. Pomyślałam, że zaczynam naprawdę wariować i że coś ze mną nie tak, albo ktoś się pomylił. Był to mail związany z projektem który organizowałam w tamtym czasie. Po przetłumaczeniu okazało się że to nazwa kopalni na której będę przeprowadzać pewne obliczenia. Nazwa tej kopalni to „Bom Jesus” czyli Dobry Jezus. Pomyślałam wtedy ”Boże jesteś cudowny”. Wiem, że to nie przypadek i Pan Bóg przygotował dla mnie jeszcze więcej takich niespodzianek :)"

Elżbieta, 33 lata

 

"Coraz bardziej przekonuje się o tym, że jak zawierzy się swoje życie Jezusowi i daje się Jemu poprowadzić, to On wybiera to co jest najlepsze dla człowieka. Był czas że bardzo intensywnie szukałam wspólnoty dla siebie. Dlatego też poznałam kilka wspólnot, w jednej nawet byłam przeszło rok czasu, a w drugiej przez chwilę posługiwałam muzycznie. Ale to nie było to. Te wspólnoty mnie raczej odstraszały, niż przyciągały do siebie. Nie umiem do końca tego wytłumaczyć, ale wiedziałam, że to nie dla mnie.
Jakiś czas temu znów zauważyłam że pojawia się we mnie silne pragnienie Wspólnoty, że potrzebuje Jej aby wzrastać. I gdy właściwie już całkowicie straciłam nadzieję, że ją znajdę... Wspólnota sam „przyszła” do mnie ;-).
Po swoich doświadczeniach na początku podchodziłam do wspólnoty z wielką niechęcią i ostrożnością. Był też moment na samym początku że chciałam zrezygnować. Między innymi pojawiły się myśli i obawy że nie dam rady, że nie mam czasu, koncentracja na wadach i słabościach innych co mnie denerwowało i jeszcze bardziej zniechęcało. Ale przyszedł czas że we Wspólnocie zaczęłam czuć się jak w domu. Piękne było to że wśród braci od samego początku mogłam być sobą, że nie musiałam nikogo udawać. Zobaczyłam też, że dary i talenty, które posiadam niemal od dziecka mogą się teraz przydać, że mogą komuś w czymś pomóc, wypełnić jakąś przestrzeń. Miałam wrażenie jakby puzzle ułożyły się w jedną piękną całość tworząc piękny obraz.
Moja rola i jedyna zasługa polegała jedynie na tym, że powiedziałam krótkie ale zdecydowane "tak". Minęło niewiele czasu, bo około 3 miesięcy a ja już mam okazje doświadczyć pięknych owoców zarówno u siebie, jak i u innych. Widzę jak Pan przemienia serca. Czuję, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Jakby ta Wspólnota była mi przeznaczona od samego początku, że to właśnie w Niej mogę najbardziej rozkwitnąć i wzrastać. Dostrzegam również że Pan wzywa mnie do czegoś więcej, do bycia „dla” i dzielenia się z innymi tym co we mnie najpiękniejsze. Człowiek nie może być sam i aby się rozwijać potrzebuje swoistego lustra jakim może być Wspólnota. Bo to dzięki braciom mogę jak w zwierciadle ujrzeć prawdę o sobie, mogę wzrastać, rozwijać się, dzielić swoimi talentami z innymi.
Chciałabym zachęcić każdego aby podjął trud i znalazł wspólnotę dla siebie. Żeby powierzył się Jezusowi i On najlepiej poprowadzi. Polecam Wspólnotę Przyjaciół Oblubieńca i gorąco zapraszam na Spotkania i zachęcam do dzielenia się swoim przeżywaniem, kroczenia Razem."

Renia, 39 lat

 

Jeśli i Ty masz w sobie pragnienie zmiany swojego życia, doświadczenia spotkania z żywym Bogiem, czy wzrastania w wierze - zapraszamy Cię na "Kurs Nowe Życie" czyli weekendowe rekolekcje ewangelizacyjne, które będą miały miejsce w naszej parafii 15-17.09.17 r.

Zapisy i szczegółowe informacje: https://goo.gl/forms/eJ2JPRZWYfSfBxsf2

Ostatnio zmieniany wtorek, 26 wrzesień 2017 01:38
Powrót na górę